STYLE GUIDE: California Girl

Dziś dla odmiany pojawią się na blogu wzory i kolory :)

Przeglądając blogi dziewczyn z Kalifornii wszystkie chyba myślimy to samo - wygrały los na loterii, wieczne wakacje, słońce na okrągło. Co to za sztuka wyglądać dobrze przy takich funduszach, robić dobre zdjęcia przy takich warunkach? ;) Przyznam, że choć to nie mój styl, bardzo lubię podglądać te dziewczyny, a moimi faworytkami są Karla z bloga Karla's Closet i Julie z Sincerely Jules.

Kalifornijski styl to luz, brak zadęcia i przejmowania się regułami, łączenie kolorów, wzorów i faktur. Nazwałabym go dość ryzykownym - jeśli nie posiadamy naturalnej łatwości w mieszaniu stylów, próba osiągnięcia takiego wyglądu może skończyć się komicznie i tandetnie. Moro, kwiaty, wzory etniczne, pantera, hafty, koronki, ćwieki, kropki, metaliczne tkaniny - wszystkie chwyty dozwolone, dopóki wyglądamy dobrze!



Dziewczyny z Kalifornii szczególnie upodobały sobie ombre, a najczęściej wybierana przez nie fryzura to naturalnie wyglądające, luźne fale w lekkim nieładzie. Taki efekt pomoże nam uzyskać spsikanie włosów sprayem z solą morską, a następnie ugniatanie ich palcami. A Karla (zdj. 3) to chyba jedyna kobieta na świecie, która sprawia, że patrząc na nią, mam ochotę natychmiast ściąć moje długie włosy :) 

Biżuterii używamy w nieograniczonej ilości, łączymy metal z festiwalowymi, plecionymi bransoletkami, a dodatkiem obowiązkowym jest zegarek boyfriend z wielką tarczą! Osobiście zakochałam się w bransoletce "z okiem" z drugiego zdjęcia, lecz nigdzie nie spotkałam podobnej - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?





Obowiązkowym elementem garderoby są szorty, a świetnym do nich dodatkiem - kalifornijska opalenizna ;)


...a ta różowa ramoneska z Asosa szturmem podbiła moje serce!

                                                      1. ASOS 2. ZARA 3. ZARA 4. ASOS


zdjęcia inspiracji z Tumblra, kolaże autorstwa mojej skromnej osoby

A czy ty wiesz, że nosisz podróbkę? 10 najczęściej podrabianych modeli butów ostatnich lat

Kilka miesięcy temu wyprodukowałam post o 8 najczęściej podrabianych modelach torebek ostatnich lat, który możecie przeczytać tutaj. Nadeszła pora na buty! Tworząc ten wpis nie kierowałam się jednak skalą produkcji podróbek w sensie dosłownym - wszelkie adidasy z Air Maxami na czele pozamiatałyby konkurencję. Wzięłam pod uwagę modele butów, które w różnym stopniu inspirują projektantów ostatnich lat i stały się prototypem dla tysięcy kolejnych par, począwszy od domów mody, po sieciówki, na modzie bazarowej skończywszy.



Dr Martens
1460

Jak nazwa wskazuje, buty te zawdzięczamy niemieckiemu doktorowi Martensowi, który po doznaniu kontuzji nogi zaczął główkować nad obuwiem zapobiegającym wstrząsom stopy podczas chodzenia. Pierwsze Martensy pojawiły się w na brytyjskim rynku w 1960 r. i szybko stały się znakiem rozpoznawczym subkultur muzycznych. Oczywiście dziś wszystkie chwyty w modzie są dozwolone i mamy już nawet różowe czy kwieciste Martensy, które możemy nosić do tiulowych spódnic. 

Saint Laurent 
Jane 

Modę na ascetyczne sandały z dwoma paskami na szpilce zawdzięczamy temu właśnie modelowi od YSL, został błyskawicznie podchwycony przez sieciówki. Choć biorąc pod uwagę wygodę tego rodzaju obuwia nie jestem pewna, czy słowo "zawdzięczamy" jest tu odpowiednie ;)



Isabel Marant 
Bekett

Isabel Marant ma rękę do projektowania butów, jak mało kto. Kowbojskie botki Dicker (których jestem szczęśliwą posiadaczką), czy wszechobecne na zagranicznych blogach tego lata sandały z kokardami (jak te) wciąż nie dorównują popularnością sportowym koturnom. 
Birkenstock


Lacie, buty ortopedyczne, klapki basenowe - przeciwnicy podobnych butów mogą uzbroić się w kolejne fantazyjne określenia, bo moda na Birkenstocki i zastępy naśladowców dopiero zaczyna gościć w naszym kraju. Jestem jednak pewna, że jak każdy z początku dziwaczny trend, ten też przestanie dziwić i wejdzie do powszechnego użytku - w tym sezonie mamy już odpowiedniki Birkenstocków w sieciówkach, a to pierwszy zwiastun wkupienia się w łaski ulicy. Wersja hardcore: noszone ze skarpetkami!

 Converse

Jedni mówią "trampki, jak trampki", inni "jak trampki, to tylko Converse". Różnica polega pradopodobnie na tym, że ci pierwsi ich nie wypróbowali ;) Przez moją szafę przewinęły się trzy pary Conversów (przewinęły, bo rzeczy szybko mi się nudzą i wszystkie już sprzedałam, co nie znaczy, że wkrótce nie kupię następnych ;)) i nie mogę powiedzieć o nich złego słowa. Niezwykle wygodne, niezwykle trwałe, po wielu miesiącach chodzenia wciąż świetnie się prezentowały. 
Balenciaga 


Jedni kochają, drudzy nienawidzą. W pierwszej kolejności odgapione przez Jeffreya Campbella w nieco bardziej kanciastej wersji, szybko znalazły swoje imitacje w popularnych sieciówkach (i ja się w takową zaopatrzyłam). Z ręką na sercu - osobiście na ulicy nie spotkałam jeszcze w takich butach nikogo (prócz siebie ;))

Melissa


Z nieznanego mi bliżej powodu, te gumowe i pachnące ponoć buty podbiły serca rzeszy kobiet, dziewczyn i dziewczynek (to już bardziej dla mnie zrozumiałe). Baleriny, koturny, czy szpilki z wisienkami i innymi ciekawostkami, powstałe jako owoc kolaboracji marki z Vivienne Westwood czy nawet Karlem Lagerfeldem, doczekały się milionów swoich tańszych odpowiedników.



Valentino
Rockstud

Osobiście - kocham, uwielbiam, marzę i wzdycham. Charakterystyczne ćwieki podbiły serca mnóstwa fashionistek i oczywiście doczekały się morza bliżej lub dalej posuniętych inspiracji. Niestety, próba naśladownictwa tego modelu przeważnie kończy się tragicznie - buty z ćwiekami to na tyle śliska sprawa, że albo mamy mistrzostwo jak u Valentino, albo tandetę z remizowej imprezy rodem.


Louboutin

Christian Louboutin, czyli magia czerwonej podeszwy. Ten detal przyniósł marce niesłychaną sławę i uczynił ją pozycją kultową w przemyśle obuwniczym. Oczywiście mimo opatentowania, doczekał się całego oceanu podróbek. Najsłynniejszy model, który śni się po nocach wszelkim fashion victims to Pigalle - klasyczne szpilki z noskami w delikatny szpic, zawdzięczające swą nazwę paryskiej dzielnicy słynącej z przybytków uciechy. Ciekawostkę stanowi fakt, że podeszwa wykonana jest ze skóry - wydajemy więc fortunę i w niedługim czasie po pięknych, czerwonych spodach pozostaje tylko wspomnienie. Podobno cała magiczna otoczka nie jest też w stanie uczynić tych butów wygodnymi - niestety, nie przekonałam się o tym na własnej skórze ;) 


Jeffrey Campbell 
Lita

Campbell inspiruje się projektantami z najwyższej półki, a następnie najniższe półki inspirują się Campbellem (jak w przypadku cut-out boots Balenciagi - model  podchwyciło JC, a następnie kopie tejże przeróbki pojawiły się w sieciówkach). Lita się jednak naprawdę udała, a popularność niebotycznych, choć ponoć wygodnych, obcasów, spokojnie można określić fenomenem. Swego czasu to był istny must have, i ja namiętnie o nich marzyłam. Dziś trend to już mocno przebrzmiały, ale w internetowych sklepach z tandetnym obuwiem - wciąż obecny.

zdjęcia: Google, Tumblr

Wednesday inspiration

FOLLOW ME ON





 pics: Tumblr
 

© Lena Magda Spot All rights reserved . Design by Blog Milk Powered by Blogger