TRAVEL
LONDON DIARY: PART THREE. NOTTING HILL.
20:28
Po wymianie kilku zdań z naszą hostelową współlokatorką Vanessą okazało się, że
mamy wspólny cel – odwiedzić Notting
Hill. Vanessa ze względu na sentyment do romansujących Julie Roberts i Hugh Granta, ja - przyznaję, że zakochałam się w Portobello Street i otaczających
ją pastelowych domach za sprawą zdjęć zamieszkującej tam Ali z Alicepoint. Jak wspominałam w poprzednich postach, pobiłyśmy z dziewczynami wszelkie rekordy (w tym głupoty) i przez cały weekend nie
skusiłyśmy się na skorzystanie ze środków transportu miejskiego. Do Notting Hill oddalonego więc od naszego hostelu ok. 10
km w linii prostej - którą brawurowo wykrzywiłyśmy - udałyśmy się nie inaczej, niż na nogach.
Jak to bywa w życiu - w każdym razie moim - właśnie kiedy wybierałam się na zdjęcia życia, baterie z aparatu okazały się rozładowane. Z pomocą przyszedł ukochany Starbucks, który skutecznie rekompensuje nieciekawy smak kawy niezawodnym wifi, odpowiednią ilością gniazdek i miękkimi fotelami. Co prawda moja torba po zapakowaniu doń aparatu, ładowarki, szpilek i całej reszty standardowych akcesoriów ważyła z 15 kilo, co przy przejściu kilkudziesięciu kilometrów nie jest bez znaczenia, ale dla zdjęć można zrobić wiele!

Siedząc przed kawiarnią i smażąc się na słońcu, które nijak nie pasowało do stereotypu o angielskiej pogodzie, ucięłam sobie pogawędkę z panią w sędziwym wieku, która z balkonikiem zasiadła przy sąsiednim stoliku. Na oko, 90-tkę miała za sobą już chwilę temu. Kiedy tylko przekraczam granice kraju staję się niezmiernie towarzyska i nawiązuję znajomości w metrze, w sklepie, w restauracji, na ulicy, wszystko jedno. Każdy napotkany człowiek innej narodowości, mówiący cudzym językiem, wydaje mi się tajemnicą do odkrycia. Gdzie się urodził, czym się zajmuje, jak to się stało, że wyemigrował - o ile wyemigrował, bo przypadkiem zdarza mi się zapoznać również tubylców ;) Jak się okazało, starsza pani pochodziła z Londynu i spędziła tu całe życie, choć coś w intonacji jej głosu i czarnych oczach zdawało się zdradzać domieszkę innej krwi.

Odwiedziłyśmy słynny sklep na rogu Portobello z mnóstwem świetnych gadżetów w iście turystycznych cenach. Resztkami rozumu powstrzymałam się przed zakupem plakatu czy magnesu na lodówkę z kilkukrotną przebitką w stosunku do mniej popularnych miejsc.
Podczas, gdy baterie się ładowały, ja uprawiałam moje ulubione zajęcie w każdej podróży – siedziałam i obserwowałam ulicę. Notting Hill podbiło moje serce tak, jak mało które miejsce!
ph. by me & Natalia





















10 komentarze
oh, wow, lovely (uznanie Cassie niczym moje polskie 'spoko' :D ). Miło się wspomina, jeszcze milej będzie się wracało? ;)
OdpowiedzUsuńUROCZE MIEJSCE!
OdpowiedzUsuńPiękne fotografie! :)
OdpowiedzUsuńŚwietny strój:)
OdpowiedzUsuńświetne zdjęcia, widoki i równie świetna stylizacja, pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńZdjęcia są piękne<3
OdpowiedzUsuńAle piękne zdjęcia, zauroczyły mnie i podejrzewam, że nie zataiły ani odrobiny uroku tych miejsc.
OdpowiedzUsuńZapraszam tez na swojego bloga http://kwietniowaaa.blogspot.com/
Przyjemnie popatrzeć na te zdjęcia. Jak wygram w lotka to tam zamieszkam ;)
OdpowiedzUsuńwww.thebodyelectric.pl
Świetne zdjęcia, przyjemnie się je ogląda. Twój strój również bardzo mi się podoba.
OdpowiedzUsuńMega stylówa:)
OdpowiedzUsuń